Pochwała głupoty? I czy rudy demon może mieć problemy?..
Wbrew pozorom nie będzie o Euro 2008, ani o Expose Premiera; nie będzie też o seksie, filmie i literaturze…….
„Szlachetne zdrowie…”- napisał ongiś Kochanowski i chyba miał rację…
No cóż, zacznę od tego ,że wszystkich zawiedzionych brakiem nowych notek – bardzo przepraszam, ale miałam powody , by nie pisać….. otóż właśnie „w wieku 27 lat ocalałam….” lecz nie prowadzona na rzeź….ale z prywatnej wojny z moim własnym zdrowiem. Ocaliłam też resztki mojego słuchu i bez porządnych środków przeciwbólowych się nie obyło ( i nie mam na myśli tych dostępnych w każdym supermarkecie, za marne grosze…. tym to możecie sie bezkarnie faszerować; na prawdziwy pulsujący ból ucha czy zęba, to po prostu nie pomoże….)
Pewnie wszystkich zainteresuje co takiego się stało i jak wygląda system opieki zdrowotnej w nl skoro nasz jest taki beznadziejny…. to tam na pewno jest lepiej….
Otórz muszę Was, drodzy czytelnicy rozczarować… Nie jest lepiej! A na pewno drożej!
Na swoim własnym trudnym przypadku( zapalenie ucha środkowego) doświadczyłam jak bardzo obie służby zdrowia są do siebie podobne….
W nl jeśli nie opłacasz ubezpieczenia (od ok 70 euro wzwyż miesięcznie) to musisz z góry zapłacić za wizytę u lekarza -(zupełnie tak jak u nas… jeśli chcesz być przyjęty natychmiast i nie stać w gigantycznych kolejkach).
Jak już lekarz cię przyjmie, to nie masz co liczyć na silniejsze leki niż przeciwbólowe( 2 lekarzy bało się mi przepisać konieczne w mym przypadku antybiotyki… ) W Polsce lekarz mnie najpierw „opierdolił” (dosłownie , aż się popłakałam) i od razu dostałam antybiotyk i płukanie uszu… no i muszę też wspomnieć o śmiesznym dość a skutecznym „zapobieganiu”, czyli cyklu zabiegów popularnie zwanych „dmuchaniem Karola”…..(przedmuchiwanie za pomocą wielkiej pomarańczowej gruchy zatok, uszu i nosa…) Tak , możecie liczyć na taki zabieg w Polskich gabinetach zabiegowych….
Ten pozornie banalny przykład świadczy o tym, że nasi, słabo opłacani lekarze są jednak nie lada specjalistami w diagnozowaniu chorób i nie traktują choroby „kwiatkami”, lecz odpowiednimi lekami (nawet jeżeli są one z tego przedziału tych najsilniejszych).
Jak wyglądają szpitale…? miałam okazję zobaczyć wielokrotnie Amsterdamski Sint.Lucas Andreas i pierwsze wrażenie czysto i kolorowo. Opieka bardzo miła i sprawna. Na parterze przed szpitalem ogromny parking , w szpitalu natomiast małe miasteczko, można wszystko kupić. Jest bank , apteka, restauracyjka i drogeria.
Pokoje są kilku osobowe, na piętrze jest oczywiście poczekalnia dla odwiedzających z wszelką prasówka…(był nawet komiks Donald Duck dla dzieci..). Na izbie przyjęć przygotowana byłam na długie czekanie, lecz zrobienie afery telefonicznej dało oczekiwany efekt( tx Bo:*) i zostałam przyjęta od razu przez lekarza dyżurnego.
Skąd my to znamy? W Polsce też musisz się wykłócić i zrobić aferę w rejestracji… Znamy to z własnego doświadczenia , nieprawdaż?
No i na zakończenie dodam jeszcze od siebie Polski Pacjent zawsze wie lepiej co mu dolega! Zgodnie z komunistycznym hasłem „obywatelu lecz się sam!”. Więc zapytana o objawy i diagnozę sama powiedziałąm Holenderskiemu lekarzowi czego oczekuje i jakie leki chce dostać… W Polsce to lekarz jest „Mądrzejszy!”(patrz wyżej- to on nakrzyczał na mnie i „opierdolił” mnie za moją własną głupotę…)
Na szczęście moja przygoda kończy się dobrze i po ponad tygodniowym umieraniu na bardzo silnych lekach , w końcu odzyskuję siły i co najważniejsze – słuch…
Nikomu nie życzę utraty zdrowia i takich perypetji jakich ja zaznałam z dostaniem odpowiedniej pomocy lekarskiej…
Każdy z nas ma jakieś zainteresowania. Moje są bardzo różne ostatnio pochłonął mnie świat japońskiej mangi i anime, a wcześniej odkryłam w sobie nietypowe zainteresowanie, jak na kobietę -grami konsolowymi.