Wiosna Panie Sierżancie!!!- czyli kilka refleksji i coś o china town:)
Jak część z was pewnie wie, pracuję w szkole w NSO „Sint Antonious”z dziećmi w wieku ok 5-6 lat, więc czasami mimowolnie jestem wprowadzana w świat piratów i księżniczek, wypraw po skarby lub walk ze smokami. Nie to ,żebym narzekała, ale czasem daje mi to naprawdę sporo uciechy; szczególnie ,że szkoła znajduje się w samym środku amsterdamskiego „china town”.
Wczoraj usłyszałam od chłopca (lat 6), że jestem z pochodzenia – Chinką, nie byłoby to nic dziwnego tylko, że od pokoleń w mojej rodzinie nie było nikogo z Chin – sami Polacy… Nawet wracając z pracy i przeglądając się w szybach wystaw nie umknęło mi ,że moja nowa fryzurka upodobniła mnie do Rukii z „Bleach”- wcalę się nie dziwię tym orientalnym przypuszczeniom dzieci i rodziców, wszak na co dzień mieszkają w chińskiej dzielnicy, a Polska i Polacy to dla nich prawdziwy orient….
Ale zmieńmy temat – w końcu zobaczyłam wiosnę „pełną gębą” i mai vacantie zbliżają się wielkimi krokami, wszyscy już planują wypoczynek w ciepłych krajach, a ja utkwiłam w pracy na dobre i tylko codzienne spacery przez największy amsterdamski park -> Vondelpark-sprawiają, że czuję się jak na wakacjach.. Fonatnny,śpiewające ptaki, ludzie łapiący odrobinkę słońca ,kwitnące kasztanowce… to tylko mały przekrój tego, co jest mi dane zobaczyć w drodze do pracy… Obserwuję tam też codziennie rzeszę biegaczy i cyklistów, a kwitnące drzewa i piękna słoneczna pogoda sprawia, że zaczynam myśleć pozytywnie: warto żyć!
Wczoraj w parku widziałam bociany, dziś łabędzie wysiadujące jajka- naprawdę wiosna do mnie „dotarła”i jedynie w mym sercu ciągle pustka…
A propos serca-ono jak zwykle zostało w Krakowie, a tam coraz więcej Holendrów wybiera się z wizytą (nawet mój dyrektor Frantz). No a ja sobie tkwię w tym Amsterdamie i tęsknię za ludźmi, atmosferą i hejnałem z Wieży Mariackiej…
Zmiany postępują szybko w mym życiu ostatnio pisałam o obwarzankach , te zostały zastąpione przez… croisanty ham/kaas, a sok Kubuś zastąpiony został przez przecierowy sok z mango i papai z Alberta Heijna (holenderska sieć sklepów spożywczych). Jak widzicie przyzwyczajenia szybko ulegają zmianie, a sentyment pozostaje. Tak samo tęsknię za kawą w kafejce Nescafe na Szewskiej i Lajkonikiem; już nie wspominając o Magnificonie czy Dojiconie…, ale to wszystko rekompensuje mi tutejsza Chińska dzielnica z prawdziwymi Chińskimi i Japońskimi przysmakami i sklep Manga i Anime z prawdziwego zdarzenia…
Do tego jak już pisałam codziennie mam przyjemność przechodzić przez „red district” i czesto jestem brana za…. turystkę, ale to już temat na innego posta.
Pozdrawiam ze słonecznego, ale wietrznego Amsterdamu
Ewcikson
Każdy z nas ma jakieś zainteresowania. Moje są bardzo różne ostatnio pochłonął mnie świat japońskiej mangi i anime, a wcześniej odkryłam w sobie nietypowe zainteresowanie, jak na kobietę -grami konsolowymi.